Marcin Wicha: Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Piękna książka, choć nie wiem czy takiego przymiotnika użył by jej autor. Raczej nie. Książka mojego rówieśnika i dla mnie pokoleniowe doświadczenia w niej zawarte oraz miłość do książek Marcina Wichy to wystarczające jej cechy, by ją polubić. No ale to nie wszystko. Jest to opowieść o matce autora i jej stracie, opowiedziana bez ckliwości i sentymentalizmu. Główna bohaterka była mocną kobietą i jej obraz przefiltrowany przez wspomnienia autora oraz przedmioty z nią związane (książki!) daje temu świadectwo. W zasadzie w pierwszych kilku zdaniach Wicha „zdradził”  zawartość książki:

To jest historia o rzeczach. I jeszcze o gadaniu. Czyli o słowach i przedmiotach. Jest to także książka o mojej matce, i z tego powodu nie będzie zbyt wesoła.

Nie była „zbyt wesoła”, ale była prawdziwa, szczera i tego pisania o „gadaniu” można pozazdrościć. Zresztą jak i opowieści o przedmiotach. Fantastyczny jest rozdział zatytułowany „Okładki”. To rodzinna historia (uniwersalna dla całego powojennego pokolenia) pokazana przez pryzmat zmieniającego się wyglądu książek. Świetne. Mnóstwo drobiazgów, smaczków i wspomnień zamkniętych w dość skromnie wyglądającej książeczce. Nie przegapcie, bo pozbawicie się przyjemności obcowania z naprawdę niezłą polską  prozą.

 

Wicha Marcin. Rzeczy, których nie wyrzuciłem. Karakter, 2017

Moja ocena 6/6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *