Andrea Camilleri: Złodziej kanapek

Ludzie mają różne comfort reading books. U mnie to najczęściej dobry kryminał, biografia osoby związanej z literaturą, coś o podróżach lub książka dla młodzieży. Powieści Andrea Camilleriego niezmiennie podnoszą mnie na duchu i są odskocznią od rzeczywistości.

Po pierwsze przenoszą mnie na Sycylię i pozwalają kolejny raz spotkać się z komisarzem Montalbano. Vigeta, chociaż to fikcyjna miejscowość jest dla mnie wyobrażeniem miasta południa Europy, a jej nieśpieszny rytm totalnie mnie relaksuje. Główny bohater z wszystkimi swoimi wadami i zaletami stał się już moim dobrym znajomym i zawsze chętnie dowiem się co u niego słychać.

To oczywiście nie jest tak, że Vigeta to raj na ziemi. Oczywistym jest, że podobnie jak wszędzie zdarzają się i tam złe rzeczy. Na straży porządku stoi policjant, który nie do końca jest odporny na urok dam, a jeszcze mniej na smakowite potrawy przygotowywane w okolicznych tawernach. No ale jest błyskotliwy i sumiennie, choć czasem naginając zasady, dąży do złapania złoczyńcy.

Tym razem zazębiają się dwie sprawy. Morderstwo właściciela firmy, która od jakiegoś czasu średnio prosperuje z śmiercią tunezyjskiego rybaka. Wątków jest mnóstwo, ale komisarz, pomimo różnych osobistych problemów, próbuje rozplątać ten kłębek. Ja bardzo lubię tło tych opowieści z całą galerią postaci. Camilleri nie jest też oderwany od rzeczywistości i porusza sprawy dręczące Sycylię. Innymi słowy kryminał mocno osadzony w realiach społeczno- obyczajowych południowej Italii, z intrygującym bohaterem. Na mnie czeka kolejny tom i serial, a ponieważ to moje książki otulające, to je sobie powolutku dozuję. Oczywiście, jeśli ktoś jeszcze nie czytał to polecam.

Camilleri Andrea. Złodziej kanapek. Noir Sur Blanc, 2007

Tłumaczenie: Jarosław Mikołajewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.