Maria Rataj: Grzeszne miasto

Poszukiwania tej książki pomimo, że dość intensywne nie przynosiły żadnych efektów. I proszę sobie wyobrazić moją radość i zdziwienie, kiedy podczas ostatniej  wizyty w mojej ulubionej lokalnej bibliotece wypatrzyłam ją na półce, gdzie przemiłe panie bibliotekarki prezentują nowości oraz dary czytelników. No i wpadłam po uszy. Odłożyłam kilka niedokończonych spraw, książek i zatopiłam się w autobiografii dziewczyny z Wildy. Historia tych wspomnień jest bardzo interesująca. Gdyby nie pewna bibliotekarka z Biblioteki Raczyńskich książki by nie było. Uratowała ona maszynopis przed wyrzuceniem na makulaturę i w ten sposób świat przedwojennego i wojennego Poznania zachowała dla nas czytelników. Nie jest to opowieść do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Jest szorstka, narracja się rwie, składnia, język  pozostawiają wiele do życzenia. Jest to pewną przeszkodą, ale wartość Grzesznego miasta polega na tym, że są szczerym  wspomnieniem o dzieciństwie autorki, które zdecydowanie nie było najłatwiejsze. Jako kilkulatka, bez ojca, zaniedbywana przez matkę, schorowana, była jedynym żywicielem rodziny. Ona oraz jej bliscy mieszkali w okolicach Dolnej i Górnej Wildy, a  opowieść przefiltrowana jest przez oczy małego łobuziaka. To perspektywa osoby z nizin społecznych, miasto, w którym bohaterka przez czas dorastania walczyła o przeżycie i równocześnie ogromny sentyment do Poznania są walorem tej historii. Autorka, choć jak sama przyznaje,  nie wyedukowana,  imponuje mądrością życiową i intuicją. Dzielna kobieta, choć momentami irytowały mnie jej dywagacje personalne. No ale to również poza poznańskimi smaczkami nadawało kolorytu książce. O tym czego mogę spodziewać się w opowieści o losach małej Marysi już udało mi się doczytać w kilku źródłach, ale fascynujący był też opis życia zwykłych mieszkańców Poznania w trakcie okupacji niemieckiej. Takich świadectw  z punktu widzenia kobiety jest tak niewiele i  już to nie pozwala przejść obok tej pozycji obojętnie. Do tego ta lektura obrosła już swego rodzaju legendą i warto  ją sprawdzić. Oto próbka z przemyśleń autorki oraz języka jakim się posługuje:

Przez przeszło wiek germanizacji, przez mieszane małżeństwa, przez wspólną służbę wojskową Wielkopolanie przejęli tak dużo tych zalet i wad, że się niewiele różnili od Niemców. Ten sam pęd do stabilizacji i porządku, to samo pragnienie jednostajnego zacisza domowego, skrywanie niskich namiętności pod płaszczykiem religii czy idei, to był normalny rys. O wiele lepiej żyło się z ludźmi ze wschodu. Mieli jakąś większą pogodę ducha, umieli zarobić i stracić, mawiając z pogardą „pies im mordę lizał”.

 Surowy osąd, chociaż Maria Rataj była w połowie Niemką. Książka nie jest grzeczna. Naturalistycznym  opisom, wyrazistym opiniom autorki dość daleko do poprawności politycznej. Myślę, że część tych uwag była powodem, że pierwsze wydanie było okrojone i zatytułowane: Zaułki grzecznego miasta. Wyszło w 1962 roku. 

W poprzednią sobotę uczestniczyłam w fragmencie spaceru śladami słynnych poznanianek. Wydarzenie bardzo ciekawe i godne polecenia. Marszruta zaczynała się przy katedrze opowieścią o średniowiecznych kobietach związanych z Poznaniem. Wycieczka wiodła nie tylko przez ulice miasta, ale przez wieki historii.  W związku z zobowiązaniami jakie miałam nie udało mi się przejść całej trasy (konieczna powtórka!), ale od sympatycznej pani przewodnik i z ulotki dowiedziałam się, że wśród znanych mieszkanek grodu nad Wartą nie wymieniono bohaterki książki. Spacer rządzi się swoimi prawami, ale sądzę, że idąc Śródmieściem (po Wildzie trasa nie prowadzi), można wspomnieć o Marii Rataj np. w kontekście jej dobrodziejek itp. Nawet jednak bez dwóch moich zdaniem fascynujących poznanianek ( Fira!) spacer jest wart uwagi. W tym sezonie zostały jeszcze dwie inne wycieczki. Zachęcam do spojrzenia tutaj.

 

Rataj Maria. Grzeszne miasto. Wydawnictwo Kwartet, 2007

 Moja ocena: 5/6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *