Maria Turtschaninoff: Mokradła

Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich raczej nie zawodzi i tym razem było podobnie. „Mokradła” skradły całkowicie moją uwagę i czas, chociaż informacje o książce na to nie wskazywały. Osadzenie sagi na północy Finlandii i opis, że „losy ludzi splatają się z korzeniami drzew” brzmiało dla mnie jak zapowiedź totalnej klapy.

Towarzyszymy mieszkańcom Novabacki przez cztery stulecia i chyba nie było momentu, żeby w opowieść wkradła się nuda. Książka składa się z kilkunastu historii i dla mnie to okazało się świetnym zabiegiem. Każdy kolejny rozdział dotyczy różnych ludzi mocniej lub bardziej powiązanych z gospodarstwem. Świetną zabawą było dociekanie jak w jaki sposób losy bohaterów się splatają. Mamy całą plejadę fantastycznych postaci, które poznajemy raz lepiej, raz gorzej, ale nawet te lapidarniejsze portrety składają się na mozaikę ludzkich zachowań, pragnień, marzeń. Autorka pokusiła się na stylizację języka co również dodaje kolorytu opowieści.

Tytułowe mokradła zapowiadają, że ta przyroda jest integralną częścią lektury i trudno autorce od tego uciec, bo rzecz toczy się zgodnie z rytmem pór roku i zmaganiem ludzi o przetrwanie. Mieszkańcy wioski z szacunkiem podchodzą do tego co ich otacza. Chyba nie będzie nadużyciem, kiedy napiszę że ta przyrodnicza wrażliwość, akceptacja wierzeń skojarzyła mi się z mitologią słowiańską ( nie znam nordyckiej, ale pewnie bliżej jej do niej).

Novabacka leży na odludziu, ale nie oznacza to że omijają ją ważne wydarzenia i to również jest świetnie pokazane w książce. Często fakty historyczne są tylko zasygnalizowane, w dawkach homeopatycznych ale mają oczywiście duży wpływ na jej mieszkańców.

Świetnie pokazana z głodem, biedą, znojem jest wieś na przestrzeni tych kilkuset lat i zmiany w niej zachodzące. Trochę to również fińskie potwierdzenie informacji zawartych w „Chłopkach”, bo los wiejskich kobiet był bardzo podobny bez względu na ich narodowość.

W tej książce jest pewien rodzaj melancholii, ale nie smutku. Dobrze się ją czyta, co zapewne jest też zasługą tłumaczki. Ta fragmentaryczność sagi pomimo nieśpiesznej fabuły intryguje i powieść nas nie nuży. Ja zatopiłam się w tym świecie z ogromną przyjemnością.

Turtschaninoff Maria. Mokradła. Wydawnictwo Poznańskie, 2024

Tłumaczenie: Agata Teperek

Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *