Niech rekomendacją tej książki będzie, że zarwałam dla niej nockę między pieczeniem sernika i przygotowywaniem ryby po grecku. To mi się już prawie nigdy nie przytrafia i proszę.
Zaczyna się dość niemrawo. Przyglądamy się pewnej rodzinie z czterech perspektyw. Na początku obserwujemy wydarzenia oczami chłopca i dorastającej dziewczyny, potem ich rodziców. Każda z tych relacji jest inna i oddaje emocje bohaterów fenomenalnie. Portrety psychologiczne postaci „podparte” również „osobnym” językiem uwypuklającym ich sylwetki to majstersztyk. Paul Murray nie używa jednak nadmiernie środków stylistycznych, stawia na interesujące historie, które nie pozwalają odłożyć książki. Te opowieści są trochę jak matrioszka. Jak nam się wydaje, że domyślamy się co się mogło wydarzyć, autor ponownie nas zaskakuje obrotem spraw. To nie tak jednak, że całkiem jesteśmy pozbawieni możliwości przewidzenia jak potoczą się losy bohaterów. Paul Murray odkrywa powoli tajemnice z przeszłości rodziny, ale podskórny niepokój towarzyszy nam cały czas. Ja szczególnie niepokoiłam się o wrażliwego, nieco osobnego chłopca.
To powieść o współczesnej rodzinie i jej rozkładzie. O niedopowiedzeniach, konfliktach i oczekiwaniach. O powolnej degradacji relacji. Opowieść absolutnie nie nuży, bo autor przeskakuje sprawnie pomiędzy postaciami i ich punkt widzenia przez moment dominuje i ten wielogłos tworzy mozaikę. To również powieść o tym co ich otacza i autor nie ucieka od wielu współczesnych problemów dotykających społeczeństwo. To książka o wykluczeniu i to na wielu płaszczyznach ( bieda, orientacja seksualna), o braku komunikacji i wynikających z tego zagrożeniach. To saga, ale groza w tej książce narasta jak w najlepszym thrillerze. Trudno zapomnieć o jej bohaterach po zakończeniu czytania. Polecam bardzo.
Murray Paul. Żądło. Wydawnictwo Filtry, 2025
Tłumaczenie: Łukasz Witczak