Nie da się ukryć, że jednym z motywów u mnie do sięgnięcia po konkretny tytuł jest jego ekranizacja. Działa tu chyba mechanizm, że jak ktoś uznał, że książka warta jest sfilmowania, to musi mieć potencjał. I tak stało się właśnie przy „Snach o pociągach”.
Początek raczej nie zachęcił, ale im bardziej zanurzałam się w świat Sama Grainiera, tym bardziej byłam ciekawa jego losów. To dość krótka opowieść o mężczyźnie, chyba nie będzie nadużyciem jeśli napiszę pionierze, który osiadł na pograniczu Stanów i Kanady. Jego historia, chociaż momentami tragiczna, jest opowieścią o zmaganiach się zwykłego człowieka z codziennością.
Jego praca i miejsce, gdzie żył szczególnie uwrażliwiła go na przyrodę. Jego los tak od niej zależny niejako wymusił na nim życie w harmonii z nią. To też opowieść o samotności, ale taka która nie pozostawia czytelnika rozedrganego i w niezgodzie na los bohatera, ale raczej z jakimś rodzajem czułości wobec niego i jego wyborów.
Nie jest to według mnie powieść wybitna, ale jej nieśpieszna narracja pozwala na chwilę się „zatrzymać”. Trudno mi było uciec przy niej od skojarzeń z „Profesorem Stonerem”. Ciekawa jestem czy ktoś też tak miał. Teraz jestem gotowa na ekranizację.
Johnson Denis. Sny o pociągach. Czarne, 2021
Seria: Poza serią