Abraham Verghese: Przymierze wody

Coś dla czytelników, którzy lubią długie, wielowątkowe epickie opowieści. To saga osadzona w południowych Indiach i tocząca się przez prawie całe poprzednie stulecie. Są dwa bonusy czyli tło z kolorytem miejsc, w których toczy się akcja i sporo „przemyconej” wiedzy medycznej.

Początkowo mamy dwoje narratorów: dwunastolatkę, która staje się protoplastką rodu oraz Digbego, który w ramach zdobywania doświadczenia zawodowego zaczyna pracę w Indiach. Wątek Wielkiej Ammachi pokazuje indyjskie zwyczaje i tradycje, a opowieść młodego lekarza wciąga nas w świat medyczny. Autor bardzo sprawnie łączy wszystkie nitki historii, a losy tych postaci są ich zarzewiem. Towarzyszymy potomkom dziewczynki z Trawankoru przez trzy pokolenia. Oczywiście pojawiają się w powieści bohaterowie drugiego planu i bywają bardzo interesujący. Ja „kibicowałam” kilku m.in szwedzkiemu lekarzowi, który stworzył leprozorium oraz Mistrzowi Poprawie. Ulubionym fragmentem powieści jest chyba ten, w którym Philipose uczy się języka angielskiego z powieści podsuwanych mu przez sąsiada.

Członkowie rodziny obarczeni są pewną przypadłością, która ma związek z wodą, stąd pewnie tytułowe „przymierze”. To fatum, które ciąży szczególnie na chłopcach i które w miarę toczenia się opowieści zostaje wyjaśnione. Cały czas tłem „Przymierza wody” są wydarzenia, które dotykają Indie, ale centralnym jej punktem są jednak losy Wielkiej Ammachi, Philipose i ich bliskich. Są wielkie miłości i spore rozczarowania, tragedie i codzienność. Jest też sztuka. Dużo też wspomnianych wątków medycznych, więc szczególnie usatysfakcjonowani z tej lektury powinni być czytelnicy, którzy lubią przenikanie wiedzy do fikcji. Abraham Verghese nie jest pozbawiony współczucia wobec wykluczonych, a kobiety w jego książce to silne, wyraziste postaci.

Z czytaniem tej książki czasem szło mi gładko, czasem opornie, szczególnie zanim „wgryzłam” się w historię. Ona ma wszelkie dane, żeby stać się książką ważną dla wielu czytelników. Ja jednak po raz kolejny utwierdziłam się, że chyba bardziej mi po drodze z mocniejszymi, „mięsistymi”, skondensowanymi sagami Skandynawów. Nie pokochałam też „Shantaram, więc może to Indie?

Verghese Abraham. Przymierze wody. Książnica, 2025

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *